Kolorowe baloniki, fioletowe literki, Dj razy dwa, skakanie, gibanie, uśmiechy, uściski. Radość ogólna i wiemy, że dobrze nam razem. ***nunuśki
Przy okazji dużej diploidalności – refleksja. Miłość XXI wieku nie wypływa z serca. To zlepek doznań zmysłów, pożądania, wyobrażeń i STRACHU PRZED SAMOTNOŚCIĄ. Samotnie krążąc uderzają o siebie dwie gamety, wbijają się w siebie szybko i bez namysłu, z impetem wypadają przez strzępki i zagnieżdżająca się w organizmie ciąża pozamaciczna. Z początku wesoła i bezobjawowa. Później jednostronne bóle brzucha, objawy rozwijającego się wstrząsu. Wzajemne pożeranie. Niemożność prawidłowego rozwoju. Poronienie. Nazwiesz to kochaną kruszynką? Zarodkiem miłości? Przecież nie urośnie, jeśli nie zagnieździ się we właściwym narządzie, nie narodzi się z serca. Im dłużej trwa, tym bardziej więzieniem trąca i bólu więcej zadaje. Tak naprawdę nigdy nie żyło. Sztuczny implant z obcej piersi też nigdy nie zadziała poprawnie. Chyba, że podsyci niewauważalnie tlący się płomyk. To wszystko nic, nic, nic, jeśli celem jest zaspokojenie własnych potrzeb. Potrafisz inaczej? Nie musisz, teraz obowiązują nowe zasady. Quasimiłość czyli śmierć za życia.
** Nie mylić z prawdziwą miłością. Ta rodzi się w bólu. Mimo wszystko. Jest nieuchwytna, ale czujesz ją całym sobą. Rozlewa się ciepłem po całym ciele, choć z ciałem może nie mieć nic wspólnego. Nie musi się ukazywać otoczeniu, ale ciśnie w dołku. Subtelna, piękna i ponadczasowa. Na świata początku bądź końcu. Para oczu. **
Reszta to złudzenie.