Cierpliwości i pokory uczę się dotykiem szkła i metalu. Ich linie papilarne są wyczuwalne, wystarczy mocno chcieć. Nawet plastik może być ciepły, a ciekły kryształ uśmiechnięty. Mogą pulsować z moją skronią. Najbardziej trzeba być niczym, można wtedy oddychać pełną piersią, nie garbić się. Kiedy indziej zwijać się w bólu, miotać się bezszelestnie. W bólu tym odpoczynek, bo ból to znajomy, przyjaciel dnia codziennego. Dzień po dniu trzeba go przegryzać, po stoczonej bitwie utrzymywać wysoko powieki. I cieszyć się z przywileju walki. Gdy rzęsy już splotą się, można patrzeć i uśmiechać się do woli. Dotykać.

2 Komentarze

  1. Hmmm kojarzy mi się z czymś… Chyba kiedyś też miałam taki nastrój, ale kiedy to było… heh

  2. A ja mam zupełny spokój, żadnych walk, niepokoju, bólu, strachu… do czasu potem wielka emigracja ! Trzymaj sie :)


Napisz komentarz

*
*