Cierpliwości i pokory uczę się dotykiem szkła i metalu. Ich linie papilarne są wyczuwalne, wystarczy mocno chcieć. Nawet plastik może być ciepły, a ciekły kryształ uśmiechnięty. Mogą pulsować z moją skronią. Najbardziej trzeba być niczym, można wtedy oddychać pełną piersią, nie garbić się. Kiedy indziej zwijać się w bólu, miotać się bezszelestnie. W bólu tym odpoczynek, bo ból to znajomy, przyjaciel dnia codziennego. Dzień po dniu trzeba go przegryzać, po stoczonej bitwie utrzymywać wysoko powieki. I cieszyć się z przywileju walki. Gdy rzęsy już splotą się, można patrzeć i uśmiechać się do woli. Dotykać.
-
« Główna
Strony
-
Kategorie
-
Archiwa
- sierpień 2009
- lipiec 2009
- maj 2009
- kwiecień 2009
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- kwiecień 2008
- marzec 2008
- luty 2008
- styczeń 2008
- grudzień 2007
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- lipiec 2007
- czerwiec 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- styczeń 2007
- grudzień 2006
- listopad 2006
2 Komentarze
Hmmm kojarzy mi się z czymś… Chyba kiedyś też miałam taki nastrój, ale kiedy to było… heh
A ja mam zupełny spokój, żadnych walk, niepokoju, bólu, strachu… do czasu potem wielka emigracja ! Trzymaj sie