Boimy się Ciebie panicznie. Do krwi zagryzamy palce. Dławimy się spazmami płaczu. Nie śpimy po nocach. Ze strachu nawet o Tobie nie myślimy. Mówimy sobie: cierpię, ale to przecież nic w porównaniu z bólem, jaki byś mi zadała! Wmawiamy sobie, że nie istniejesz. W naszych wizjach jesteś katem, który wykona wyrok bez litości. Wiemy, że nie wytrzymamy bezpośredniego kontaktu. Wyssiesz z nas szczęście. Nadzieję. Życie.
Tymczasem pojawiasz się bez zapowiedzi. Nie masz smaku ani koloru. Przyjmujemy Cię do wiadomości. Nasze życie się nie kończy, a wręcz odradza się. Uwolnieni od straszliwych wytworów wyobraźni, zaczynamy cieszyć się tym, co mamy. Dostrzegamy piękno świata. Nie wisi nad nami wyrok. Nic już nie wyciska łez z oczu ani nie spędza snu z powiek.
To my stwarzamy Twój demoniczny obraz, Prawdo. Sami budujemy swoje piekło w oczekiwaniu na Ciebie.